Zaznacz stronę

Z roku na rok rośnie liczba strat spowodowanych kradzieżami na kolei. Większość z nich dotyczy kradzieży węgla, a regionem najbardziej narażonym jest województwo śląskie. Sprawcy zdarzeń działają w wyspecjalizowanych, kilkuosobowych grupach, których łupem pada „czarny kruszec” liczona w dziesiątkach ton. Dla kolejowych złodziei kradzież węgla to często jedyne źródło utrzymania.Nie lubią gdy nazywa się ich (pospolitymi) złodziejami, o sobie mówią raczej: „zbieracze”. Schemat działania jest prosty. Kilkuosobowa grupka upatruje skład węglowy, a następnie korzystając z nieuwagi pracowników Straży Ochrony Kolei  podbiegają do wagonów, zrywają plomby i rozrzucają węgiel na tory. Po chwili jest on pakowany do worków i transportowany do samochodów osobowych lub busów, które już czekają w pobliżu. Złodzieje wybierają różne miejsca kradzieży, czasami jest tak, że okradane są składy węglowe znajdujące się w pobliżu miejsca zamieszkania kolejowych złodziei – mówi Adam, który „procederem” zajmuje się od kilku lat. – Nie mam stałego miejsca pracy, a przecież trzeba z czegoś żyć. Węgiel to dla mnie ważne źródło utrzymania. Oczywiście jest ryzyko, że można „wpaść”, ale to mnie nie odstrasza – wyjaśnia. Podobnego zdania jest Radosław, bezrobotny od 15 lat. – Gdyby nie węgiel już dawno nie miałbym za co żyć. Wiadomo, że im więcej worków uda mi się przynieść, tym większy zysk. Najlepiej sprzedawać zimą, bo i większe zainteresowanie i wyższa cena, ale zbieram węgiel praktycznie przez cały rok – mówi. Pytany o to, ile na takich kradzieżach węgla można zarobić odpowiada jednak wymijająco. – Ceny są różne. Ktoś da więcej, ktoś da mniej. Generalnie w porównaniu do cen, jakie dyktują składy węgla u nas jest zawsze taniej i nie narzekamy na zbyt – dodaje.  Jesteśmy w Mysłowicach na torach kolejowych w pobliżu niedziałającej już kopalni KWK Mysłowice. Od wczesnych godzin porannych wagony są obserwowane przez dwóch mężczyzn. Jeden z nich to 54-letni Janusz. Nie jest zbyt chętny do rozmowy. Wiele już widział, jeszcze więcej przeżył, ale mimo grożącej odpowiedzialności karnej, nie wyobraża sobie by mógł zajmować się czymś innym. – Węgiel to łatwy zarobek, ale i bardzo ryzykowny. Ale ja mam nóż na gardle. Cóż robić, Panie – zaznacza.Mysłowice to jeden z wielu przykładów, gdzie kradzież węgla jest na porządku dziennym. Podobne zdarzenia policja notuje w Katowicach-Szopienicach, Rybniku czy Bytomiu. Łupem złodziei padają dziesiątki ton, a straty szacowane są na kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jest i inny aspekt tych kradzieży. Rozsypany węgiel blokuje tory, co w konsekwencji prowadzi do wstrzymania ruchu pociągów i opóźnień. Zwykły „zbieracz” nie myśli jednak o konsekwencjach swojego czynu i odpowiedzialności. A przecież jak przypominają funkcjonariusze policji, za to przestępstwo można spędzić za kratkami nawet 10 lat.Kradzieże węgla to w tej chwili jeden z bardziej dochodowych „interesów”. Są dostawcy towaru, jest rynek zbytu, jednym słowem wszystko funkcjonuje jak w szwajcarskim zegarku. „Biznes is biznes” – mówią żartobliwie śląscy „zbieracze”. I rzeczywiście tak jest.  30-kilogramowy worek w składach węgla zwykle kosztuje w granicach 28-30 złotych. Tymczasem węgiel zakupiony z tzw. „lewego” źródła kosztuje nas niemal połowę mniej. Pani Helena z Rudy Śląskiej ma małe 40-metrowe mieszkanie. Przyznaje, że gdyby nie gdyby nie węgiel niewiadomego pochodzenia, nie byłaby w stanie zimą się utrzymać. – Mam małą emeryturę i szukam oszczędności, gdzie tylko się da. Gdybym zaopatrywała się w węgiel w sposób tradycyjny, miesięczne opłaty mogłyby być co najmniej 2-3 razy wyższe – wyjaśnia. Niska cena za węgiel lub inny towar zawsze przykuwa uwagę i zainteresowanie, a w takich wypadkach nigdy nie brakuje potencjalnych nabywców. Z kradzieżami na torach jest jednak tak, że częściej niż o zwykłych kradzieżach, możemy mówić o działalności zorganizowanych grup, które w sposób wyrachowany prowadzą „biznes” przynoszący profity. Z procederem walczy Straż Ochrony Kolei, ale nawet działania prowadzone na szeroką skalę, nie są w stanie wykluczyć wszystkich zdarzeń. – Staramy się chronić składy kolejowe przewożące towar, w tym także węgiel organizując 2-3 osobowe patrole na szlakach najbardziej zagrożonych, głównie dotyczy do trasy Mysłowice-Katowice. W przypadku ujawnienia kradzieży specjalnie oddelegowane grupy wspólnie z patrolem policji próbują schwytać sprawców. Nie zapominamy także o edukacji. Wspólnie z PKP PLK S.A prowadzimy akcję informacyjną: „Stop kradzieży na kolei”, która przynosi już dobre rezultaty. Przed dwoma laty w województwie śląskim ujawniliśmy ponad 2700 kradzieży węgla, ujęliśmy 1533 sprawców. W tym roku statystyki są dużo lepsze. Odnotowaliśmy 974 zdarzenia i 115 sprawców – mówi starszy inspektor mg Paweł Boczek rzecznik Straży Ochrony Kolei  Do kradzieży węgla na kolei będzie dochodziło tak długo jak długo będzie istniał popyt na tego typu surowiec. Policja przypomina, że nie tylko kradzież „czarnego” kruszcu jest przestępstwem, ale również jego zakup z niewiadomego źródła. – Zgodnie z artykułem 291 i 292 kodeksu karnego za paserstwo nieumyślne grozi do 2 lat pozbawienia wolności, za umyślne można spędzić za kratkami do 5 lat – wyjaśnia nadkomisarz Tomasz Gogolin z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.